All Inclusive
Idziecie w przepaść, ziemia w bagno się zmienia.
Już nie muszę kusić, wystarczy mi cisza,
Bo każdy bez słowa swą cenę oblicza.
Nie trzeba cyrografu, wystarczy ta chwila,
Gdy głód szepcze „weź”, a sumienie przemija.
Zrzucacie na dół ten cały swój mrok,
Że wchodzę do głowy i brudzę wam ręce.
Ja tylko z uśmiechem w bok robię krok,
Bo w fachu swym dzisiaj umiecie już więcej.
Piekłu tnę dzisiaj na etatach koszty, rzucając wam klucze na beton i bruk,
Za wami palą się wszystkie już mosty, z własnej woli każdy dla siebie to wróg.
Nie muszę brudzić w tym bagnie już dłoni, bo chciwość was kupi za marnawy zysk,
Nikt tu nikogo do zdrady nie goni, gdy bliźni bliźniemu wymierza cios w pysk.
Miliard demonów ma dzisiaj wczasy, kładą swe rogi na ciepły piach,
Nie muszę wcale już zwodzić tej masy, skoro wy sami siejecie strach.
Ostygła siarka, rdzewieją kraty, pod palmą wojsko obala rum,
Ludzie wpisali zbrodnie w schematy, a ja z pogardą patrzę na tłum.
[REFREN]
Nie szukaj mnie w ogniu, ja kroczę tu z wami,
Gdy świat się rozpada pod waszymi stopami.
Na siódmym poziomie trwa wielka impreza,
Bo zło już nie szuka we mnie pasterza.
Miliard moich dzieci dziś pije wasz koniec,
Gdy cały ten Eden w tym mroku już tonie.
Nie zrzekam się tronu, rozsiadam się w loży, patrzę jak dumnie wznosicie ołtarze,
W milczeniu podziwiam, co ludzkość tu stworzy, gdy chore ambicje to wasze cmentarze.
Nie kiwnę tu palcem, zdejmijcie te maski, niech wszystko co ludzkie tu gnije do kości,
Za jawną nienawiść zbieracie oklaski, tonąc bezkarnie we własnej podłości.
W fałszywej pokorze schylacie w dół skronie, po cichu dla siebie szykując tu kata,
Gdy litość ze wstydu na stosach wam płonie, ja z zimnym spokojem witam koniec świata.
Zamknąłem już rejestr na zbrodnie i czyny, nie rzucę w ten popiół już ziarna na siew,
Jesteście już trybem bezdusznej maszyny, a w żyłach zamiast krwi płynie wam gniew.
Ten świat nieustannie dziś trawi choroba, w modlitwach do Piekła zrzekacie się Boga,
Zatrutą świątynię buduje żałoba, w bezpowrotną przepaść wciąga was ta droga.
Spadacie pionowo bez szans na powroty, rozbijając dusze o zardzewiałe dno,
Nikt skrzydeł nie rzuci, by zwolnić te loty, skoro wy za Stwórcę uznaliście zło.
Ostatnia kurtyna, skreślona już data, gasnąca planeta wyciska swój dech,
Bez cienia wahania brat morduje brata, na waszych salonach rozsiadł się grzech.
[REFREN]
Nie szukaj mnie w ogniu, ja kroczę tu z wami,
Gdy świat się rozpada pod waszymi stopami.
Na siódmym poziomie trwa wielka impreza,
Bo zło już nie szuka we mnie pasterza.
Miliard moich dzieci dziś pije wasz koniec,
Gdy cały ten Eden w tym mroku już tonie.
