Wieszcze
Zali wy wieszcze!
W maszynach jęczy sztuczny, pusty głos,
Uliczni magowie, co za srebrniki sprzedali swój los.
Słowem rzucacie, a w każdym słowie skopiowany bunt,
Jam Książę mroków — dziś wasze rymy wciągnę tu pod grunt.
Kute w tombaku kajdany, na leasing wzięte rydwany,
Uliczny, twardy wojownik, za garść wyświetleń sprzedany.
Rzeczecie: „głos pokolenia!”, pompując z botów ten szum,
Na ołtarzu z plastiku wielbi was ślepy, głuchy tłum.
Zali to jest ta władza? Złoty łańcuch i zwity na sniff?
Wnet zapłacisz mi duszą za ten wykreowany mit.
Zali waśń to jest szczera? Sztuczny beef pod wyniki,
W tekstach zbrojna afera, w dłoniach hajs, grube pliki.
Kolejna gra pozera was pożera —
Pompujecie w łby młodym śmieć, patologię i szlam,
A gdy wpadniecie w moją sieć, wieczny loop włączę wam.
Co wam z tych diamentów, gdy w środku bije plastik?
Życie na wynajem, wykręcone jak gimnastyk!
(Złoto!) – a to tombak, (Prawda!) – a to pic,
Książę dusi wasz algorytm, nie zostawia nic!
Puste panny wokoło, sztuczny uśmiech na stories,
Życie wasze to kino, w którym brakuje już glorii.
Pijesz nektar z kielicha, lecz na dnie leży jad,
Sprzedaliście swe twarze za ten iluzji pełen świat.
Złote płyty to mity, w prochu spoczną wasze hity,
Tanie sznyty i chwyty, milkną kradzione bity.
Z was wojownicy? Każdy w duszy to tchórz,
Zgasł wasz fejm, kończę gejm, Książę zetrze ten kurz.
Algorytm wasz nowy pan, streaming to jest wasz bóg,
Wtyczkę wyrwę ze ściany, padniecie tu u mych nóg.
Brudny szmal, pusty bal, w duszy stal, dławi żal — zginiesz sam!
Tani mit, milknie bit, płonie kwit, zgasł twój świt — u mych bram!
Znika blik, w necie krzyk, podły trik, martwy klik — idziesz w loch!
Pusty blef, stygnie krew, Księcia gniew, dziki zew — zetrę w proch!
Co wam z tych diamentów, gdy w środku bije plastik?
Życie na wynajem, wykręcone jak gimnastyk!
(Złoto!) – a to tombak, (Prawda!) – a to pic,
Książę dusi wasz algorytm, nie zostawia nic!
Gaśnie blask fleszy, nikt się nie spieszy, milknie w sieci szum,
W cyfrowym grobie, sam przeciw sobie, zniknął dawny tłum.
Gdzie wytwórni pakt? Gdzie ten wasz trakt na sam samiutki szczyt?
Dziś wasz duszny krzyk na wieki znikł, ja gaszę fałszu świt.
Czas rozliczyć szpan, upada pan, obdarty z drogich szmat,
Zgasł ekranów blask, nie zbierzesz łask, w dół runął kłamstwa świat.
Śmiech mój z głupców drwi, Książę chce krwi, opada w dół kurtyna,
Kończy się ten bal, dławi was żal, tak wieczność się zaczyna.
