Kryształowe bożki
Twój ranny marsz w zimną klatkę ze stali, to ślepy kondukt posłusznych demonów.
Wielki Improwizator pękł pod swą presją, dławiąc się ciszą z pętlą na krtani,
Klękasz co noc przed bożkiem z kryształu, pędząc na oślep do czarnej otchłani.
Wypalasz duszę za resztki wypłaty, masz szaty na raty i straty w psychice,
Własnymi dłońmi wznosisz kazamaty, hodujesz schematy, wciąż patrząc w ulice.
Tłumisz ten smutek przez tanie pigułki, robiąc z półkuli grobowiec dla marzeń,
Zamykasz zmysły na dnie tej szkatułki, szukając ulgi w matrycy wydarzeń.
Łykasz kłamstwa z ekranu, nie masz własnego planu, posłusznie oddajesz swą wolność,
Oddasz duszę za lajki, wierzysz w cyfrowe bajki, upada twa ludzka dziś godność.
Gonisz ślepo za kwitem, karmisz głowę tym mitem, w uścisku tej wielkiej machiny,
Jesteś zwykłym trybikiem, sterowanym dziś klikiem, a z życia zostały ruiny.
Gubisz siebie w tym pędzie, pytasz co jutro będzie, uciekasz przed własnym odbiciem,
Toniesz w pustym grafiku, pośród ludzi z plastiku, a mówisz, że rządzisz swym życiem.
Płacisz zdrowiem za awans, tracisz w życiu swój balans, budując swój pomnik ze śmieci,
Jesteś własnym swym katem, ślepym tu automatem, co prosto w tę przepaść już leci.
Topisz smutki w tym szumie, nikt cię tu nie zrozumie, sztuczna ta maska cię szpeci,
Gubisz prawdę na starcie, trwasz w tym fałszu uparcie, niszcząc ten świat dla swych dzieci.
Wznosisz wokół dziś mury, łykasz cyfrowe bzdury, gnijąc jak owad w sieci,
Tracisz siłę i wiarę, znosisz każdą swą karę, a twój blask już nie świeci.
Czujesz ostatni dreszcz, łapiąc ten cyfrowy deszcz, prawda uderza w twe skronie,
Znika ta pusta treść, ciężar ten musisz sam znieść, widzisz jak wszystko to płonie.
Padasz na zimny beton, byłeś tu tylko monetą, w trybach tej wielkiej maszyny,
Zamykasz puste oczy, mrok cię na zawsze otoczy, opada ciężar kurtyny.
