Zanim ucichnie
gdzie serce nie błądzi w znaczeniach i znakach,
gdzie każdy twój oddech ma ciężar i zamiar,
a cisza nas splata i miękko opada.
Nie pytaj o nic, bo wszystko już płynie,
w oddechu przy szyi, w spojrzeniu na wskroś,
jak noc, co nie znika, lecz mięknie i ginie,
i staje się ciszą, co niesie nas w głąb.
Zostań tu przy mnie, gdzie chwila się zgadza,
gdzie ruch ma swój porządek, nie rodzi się z przypadku,
gdzie bliskość nie woła, nie szuka wyrazu,
lecz rośnie pod skórą jak światło bez kształtu.
Dotknij mnie wolno, niech sens się odsłania,
niech ciało pamięta to bardziej niż słowa,
jak ciepło, co krąży i wciąż się odnawia,
jak nurt, który płynie i nie chce się cofać.
I jeśli to minie niech minie bez śladu,
jak napięcie ciała co cichnie tuż przed,
jak moment zawieszeń pomiędzy oddechem,
gdy wszystko już było i gaśnie jak szept.
