Algorytm miłości
Echo zostaje w ścianach i w kodzie,
wżera się w szkło, w pamięć,
jak sekret, który nie chce zniknąć.
Miłość.
Zbyt wielka, by ją stłumić -
jak trzask szklanki o trzeciej nad ranem.
Zbyt niepojęta, by ją odrzucić -
jak odcisk dłoni na szybie autobusu.
Zbyt ponadczasowa, by o niej zapomnieć -
jak smak krwi, gdy przygryziesz język.
Chcę kochać i kocham.
Bezszelestnie -
jak cień, który spala światło.
Bezgranicznie -
jak izotop, który świeci dopiero wtedy,
gdy już nie da się go dotknąć.
Bezwarunkowo -
jak zero w równaniu świata.
Bez cierpienia -
jak dystopia po wybuchu.
Bez zazdrości -
jak kamera, która rejestruje świat
tylko wtedy, gdy nikogo już w nim nie ma.
Bez końca -
jak hostia, której nie da się przyjąć,
nie można jej połknąć i nie da się jej wypluć.
Bez przywiązania -
jak rzeka, która zapomniała źródła.
Bez analizowania -
jak noc, co nie pyta o sny,
lecz kradnie je z poduszki,
zostawiając wilgotny ślad.
Odejmuj.
Liczy się tylko „bez”.
Liczy się to, co zostaje,
kiedy odejmiesz już wszystko.
Pustka.
Która jest pełnią.
