X

Logowanie



Zapomiałaś/eś hasła? Przejdź do procedury resetującej.

autoimunologia miłości

Wiersz Miesiąca 0
wolny
2026-04-12 08:50




ich miłość zaczęła się od błędu w kodzie
od mutacji czułości
tam gdzie tkanka myli dotyk z agresją
a bliskość zapisuje się jako stan zapalny

nie było ognia
było powolne zrastanie się powięzi
aż do utraty światła
aż każde "my” zaczęło przypominać bliznę

ona nie kochała go
ona osadzała w nim lęk jak w betonie
warstwa po warstwie
aż przestał mieć w sobie przestrzeń

zazdrość wybiła w niej nagle
dodatkowy organ
nienasycony i doskonale ukrwiony
ciemny jak drugie serce
które nie pompuje krwi
tylko scenariusze

pulsował rytmem urojeń
produkując obrazy o ostrości żyletek:
jego dłoń porzucająca cień na obcym ramieniu
źrenice chłonące geometrię cudzych twarzy
głos mięknący pod innym adresem
jego czas rozdzielający się jak komórka
w której ona już nie była jądrem

nie potrzebowała dowodów
przypuszczenie miało gęstość hantla
opadało w niej na dno
i już nie dało się go podnieść

więc preparowała świat z podejrzeń
zszywała go cienką nicią lęku
i zamykała go w nim jak w słoiku
gdzie powietrze uczy się smakować jak wina

mówiła: powiedz prawdę
ale prawda była już dawno wyryta
pod jej powiekami
tam gdzie sny mają dostęp do noży
tam gdzie on nie miał wstępu

próbował istnieć pionowo i prosto
jak człowiek który nie wie że jest podglądany
ale jej wzrok zamieniał go w dowód rzeczowy
w przedmiot zabezpieczony taśmą ostrzegawczą

każdy gest był zacieraniem śladów
każde milczenie protokołem zniszczenia
każdy oddech - podejrzanym ruchem powietrza

aż zaczął znikać
nie z braku uczuć
z braku tlenu

bo nikt nie potrafi oddychać
kiedy powietrze poddaje się analizie na zdradę
kiedy nawet cisza ma skład chemiczny winy

mówiła: ratuję nas
i to była jedyna czysta zbrodnia
bez śladów walki
bez odcisków palców

bo ratowała siebie
przed tym starym pęknięciem sprzed lat
przed tamtym dniem
kiedy ktoś odszedł
a świat nie wybuchł
tylko został
i trzeba było w nim żyć

więc teraz nie pozwoliła życiu się wydarzyć
zatrzymała czas w fazie podejrzenia

wypreparowała przyszłość
z precyzją skalpela
rozcięła ich jutro na cienkie plasterki
aż każde z nich przestało przypominać życie
a zaczęło przypominać preparat

żeby upewnić się
że nic jej nie zaskoczy
że ból nie zdąży przyjść pierwszy

i kiedy odszedł naprawdę
nie wybuchła
nie krzyczała

tylko wzięła pierwszy oddech od miesięcy
suchy
sterylny

i powiedziała: widzisz

to słowo było jej sztandarem i całunem
dowodem i wyrokiem

miała rację tak ostateczną
tak sterylnie czystą
że nie zostało już nic
co mogłoby ją podważyć

ani nic
co mogłoby ją jeszcze dotknąć

ani nawet ona sama
nie była już kimś
kogo można by ocalić






autor
Migrena...1<sup>(*)</sup>
Migrena...1(*)

Ocena wiersza

Wiersz został oceniony
3 razy

Oceny tego wiersza są jeszcze niewidoczne, będą dostępne dopiero po otrzymaniu 5-ciu ocen.

Zaloguj się, aby móc dodać ocenę wiersza.





Komentarze

Kolor wiersza: zielony


Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.


sisy89
sisy89
pół godziny temu
Piękny, obrazowy i niezwykle wciągający wiersz, czyta się z przyjemnością.
Pozdrawiam serdecznie :)

Uczeń Marka Aureliusza
Uczeń Marka Aureliusza
dwie godziny temu
Bardzo dobrze i obrazowo opisane najpierw przywiązanie, później pewnego rodzaju zależnośc, następnie zazdrość, a na końcu autodestrukcyjna pewność siebie. Świetne pisanie!

Krystek
Krystek
trzy godziny temu
Myślę, żeby być szczęśliwie zakochanym,
to nie można zdominować partnera w
żadnej ze sfer życia. Trzeba być przede
wszystkim szczerym przyjacielem. Na
pewno każdy związek zniszczy zazdrość,
obojętność i nadmiar zainteresowania.
Serdecznie pozdrawiam, uśmiech radosny
zostawiam:)


Krystek
pół godziny temu
W wierszu wspaniale ewentualną
drogę związku pokazałeś. - uściski:))

sturecki
sturecki
trzy godziny temu
Bywa w życiu jak w Twoim wierszu, że miłość zamienia się w chorobę, która nie atakuje z zewnątrz, tylko od środka pożera to, co miała chronić, aż z bliskości robi się śledztwo, z oddechu dowód, a z uczucia sterylny lęk przed kolejnym zranieniem. Z pozoru, ona niby chce ocalić ich dwoje, ale tak naprawdę konserwuje własny dawny ból i przez to zabija wszystko, co mogłoby jeszcze żyć normalnie, swobodnie i bez noża przy gardle.
I bywa w życiu – jak ktoś tak bardzo boi się zdrady, że ciągle sprawdza, dusi i podejrzewa, to w końcu sam rozwala miłość na amen, a potem zostaje mu już tylko ta jego racja, zimna jak kostnica.
6/5


Autor poleca


Autor na ten moment nie promuje wierszy
Pokaż mniej



X

Napisz powód zgłoszenia komentarza do moderacji

X

Napisz powód zgłoszenia wiersza do moderacji

 

x
Polityka plików cookies

Nasza strona korzysta z plików cookies. Używamy ich w celu poprawy jakości świadczonych przez nas usług. Jeżeli nie wyrażasz na to zgody, możesz zmienić ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji na temat wykorzystywanych przez nas informacji zapisywanych w plikach cookies znajdziesz w polityce plików cookies. Czytaj więcej.

Klauzula Informacyjna

Szanowni Użytkownicy

Od 25 maja 2018 roku w Unii Europejskiej obowiązuje nowa regulacja dotycząca ochrony danych osobowych – RODO, czyli Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych).

W praktyce Internauci otrzymują większą kontrolę nad swoimi danymi osobowymi.

O tym kto jest Administratorem Państwa danych osobowych, jak je przetwarzamy oraz chronimy można przeczytać klikając link umieszczony w dolnej części komunikatu lub po zamknięciu okienka link "Polityka Prywatności" widoczny zawsze na dole strony.

Dokument Polityka Prywatności stanowi integralny załącznik do Regulaminu.

Czytaj treść polityki prywatności