autoimunologia miłości
ich miłość zaczęła się od błędu w kodzie
od mutacji czułości
tam gdzie tkanka myli dotyk z agresją
a bliskość zapisuje się jako stan zapalny
nie było ognia
było powolne zrastanie się powięzi
aż do utraty światła
aż każde "my” zaczęło przypominać bliznę
ona nie kochała go
ona osadzała w nim lęk jak w betonie
warstwa po warstwie
aż przestał mieć w sobie przestrzeń
zazdrość wybiła w niej nagle
dodatkowy organ
nienasycony i doskonale ukrwiony
ciemny jak drugie serce
które nie pompuje krwi
tylko scenariusze
pulsował rytmem urojeń
produkując obrazy o ostrości żyletek:
jego dłoń porzucająca cień na obcym ramieniu
źrenice chłonące geometrię cudzych twarzy
głos mięknący pod innym adresem
jego czas rozdzielający się jak komórka
w której ona już nie była jądrem
nie potrzebowała dowodów
przypuszczenie miało gęstość hantla
opadało w niej na dno
i już nie dało się go podnieść
więc preparowała świat z podejrzeń
zszywała go cienką nicią lęku
i zamykała go w nim jak w słoiku
gdzie powietrze uczy się smakować jak wina
mówiła: powiedz prawdę
ale prawda była już dawno wyryta
pod jej powiekami
tam gdzie sny mają dostęp do noży
tam gdzie on nie miał wstępu
próbował istnieć pionowo i prosto
jak człowiek który nie wie że jest podglądany
ale jej wzrok zamieniał go w dowód rzeczowy
w przedmiot zabezpieczony taśmą ostrzegawczą
każdy gest był zacieraniem śladów
każde milczenie protokołem zniszczenia
każdy oddech - podejrzanym ruchem powietrza
aż zaczął znikać
nie z braku uczuć
z braku tlenu
bo nikt nie potrafi oddychać
kiedy powietrze poddaje się analizie na zdradę
kiedy nawet cisza ma skład chemiczny winy
mówiła: ratuję nas
i to była jedyna czysta zbrodnia
bez śladów walki
bez odcisków palców
bo ratowała siebie
przed tym starym pęknięciem sprzed lat
przed tamtym dniem
kiedy ktoś odszedł
a świat nie wybuchł
tylko został
i trzeba było w nim żyć
więc teraz nie pozwoliła życiu się wydarzyć
zatrzymała czas w fazie podejrzenia
wypreparowała przyszłość
z precyzją skalpela
rozcięła ich jutro na cienkie plasterki
aż każde z nich przestało przypominać życie
a zaczęło przypominać preparat
żeby upewnić się
że nic jej nie zaskoczy
że ból nie zdąży przyjść pierwszy
i kiedy odszedł naprawdę
nie wybuchła
nie krzyczała
tylko wzięła pierwszy oddech od miesięcy
suchy
sterylny
i powiedziała: widzisz
to słowo było jej sztandarem i całunem
dowodem i wyrokiem
miała rację tak ostateczną
tak sterylnie czystą
że nie zostało już nic
co mogłoby ją podważyć
ani nic
co mogłoby ją jeszcze dotknąć
ani nawet ona sama
nie była już kimś
kogo można by ocalić
