obrzydzenie
świat leży na chodniku jak ktoś
kto jeszcze oddycha
ale już wie
że nie wolno mu przeszkadzać
twarz zalepiona krzykliwym banerem wyprzedaży
spod którego wycieka osocze
oddech zsynchronizowany
z sygnalizacją świetlną
ludzie mijają go ostrożnie
obliczając w głowie koszt czyszczenia butów z jego wydzielin
jeden z nich zwalnia na chwilę
nie z troski
tylko żeby sprawdzić
czy to już content
czy jeszcze ciało
ludzie odwracają głowy a ich spojrzenia zostają
jak zaschnięte wymiociny na ścianie świata
ktoś inny skanuje kod QR na metce jego bólu
chce mieć pewność że to śmierć zrównoważona
z certyfikatem Fair Trade bez wyzysku obserwatora
sumienia są dziś białe
jednorazowe
rozpakowywane tylko w święta
na przystanku stoi cierpienie
w wersji demo
bez dźwięku
bez zapachu
bez roszczeń
pełna wersja dostępna po zalogowaniu
regulamin pozwala wycofać współczucie
bez podania przyczyny
na ławce ktoś siedzi za długo
ciało zaczyna puszczać sygnały
których nie ma w piktogramach
bursztynowa parująca kałuża
wygryza dziurę w sterylnym granicie chodnika
jakby sama się wstydziła
mocz stygnie szybciej niż wstyd
zapach wypełza spod kurtki
lepki kwaśny
nie do przewinięcia
udo drży bez pozwolenia
mięśnie puszczają
jak źle dokręcone śruby
ludzie odsuwają się o pół kroku
nie z obrzydzenia
z troski o czystość narracji
to już nie cierpienie
to usterka estetyczna
pies zjada cień
bo cienie nie krzyczą
człowiek zjada obrazy
bo obrazy da się przewinąć
między jednym a drugim
znika różnica
świat oddycha płytko
żeby nie było widać
że jeszcze żyje
pod skórą pulsuje neonowa infekcja
pod cienką tkanką powiadomień
w żyłach zatory z niespłaconych rat
w sercu klauzula o odstąpieniu od umowy
w żyłach kredyty
w sercu regulamin zwrotów
ktoś upada
nie dlatego że słaby
tylko dlatego
że grawitacja
działa szybciej
niż empatia
kolano pęka
chrzęst rzepki o beton
suchy jak łamana wafelkowa rurka
skóra rozsuwa się
jak źle zapakowany towar
krew wychodzi nieśmiało
metaliczna słona o smaku miedzianego pieniądza
który utknął w gardle
zęby dzwonią o siebie
szkliwo kruszy się na pył
który smakuje jak wapno i zapomniana modlitwa
język szuka słów
a znajduje tylko żwir i peta
który smakuje jak niegodziwa komunia
empatia potrzebuje zgody
empatia musi się zastanowić
empatia nie działa w tle
ziemia bierze ciało
całą powierzchnią
kości zapamiętują
kształt miasta
oddech łamie się na raty
ból jest dokładny
ma wagę
temperaturę
zapach rdzy
krzyk wyskakuje z ust
jak zwierzę
obdarte z futra
bez nazwy nie istnieje
bez ceny
nie obowiązuje
kasa milczy
a milczenie
jest dziś
najwyższą walutą
ja też tu jestem
ty też tu jesteś
stoimy prosto
żeby nie wyglądać
na zamieszanych
w kieszeniach nosimy alibi
nie wiedziałem
nie mogłem
to nie moja sprawa
palcami gładkimi od ekranów
dotykamy cudzych katastrof
jak szkła w muzeum
z zachwytem formą
bez kontaktu
z temperaturą
dziecko dławi płacz
by nie zniekształcać dźwięku
dorosły kalibruje wzrok poza krawędź zdarzenia
zwierzę utylizuje się w ciszy
bez świadków
zgodnie z normą ISO
Bóg przestał interweniować
w dziale reklamacji prosi o zachowanie paragonu z życia
bez pieczątki od proboszcza
krew jest tylko usterką techniczną nawierzchni
diabeł nie musi nic robić
wystarczy
że się nie wtrącamy
obojętność nie jest pustką
jest wygodą
miękkim fotelem
w którym siedzimy
gdy świat się pali
i mówimy jakie straszne
zmieniając kanał
na koniec dnia
myjemy ręce w statystyce
wycieramy je raportem
zasypiamy spokojnie
czyści
nienaruszeni
niewinni
jak wszyscy
zasypiamy
nasza skóra jest gładka
wypolerowana algorytmem
bez ani jednej zmarszczki współczucia
a w ciemności
pod łóżkiem
świat dalej stygnie
lepki cuchnący
prawdziwy do rzygania
