TETRAPTYK GRZECHÓW POZNAWCZYCH
lepiej tego nie czytajcie.
M.
I. ZŁUDZENIE JEDNOŚCI
Miłość zaczyna się od herezji:
że można wyjść z siebie i nie umrzeć.
Miłość to nóż wsunięty w lustro własnej twarzy - odbija cię w kawałkach, a każdy fragment krzyczy twoje imię inaczej.
Mówi: my.
A to słowo jest oszustwem większym niż każde kłamstwo.
Dwa układy nerwowe nie tworzą całości !!!
One tylko tańczą nad przepaścią, rzucając w siebie cienie siebie.
Synchronizują halucynację.
Miłość jest protezą poznawczą: uczy chodzic po świecie , który wcześniej kulał - ale tylko dopóki się jej nie zdejmie.
Nie znosi granic -
nie dlatego, że je przekracza,
lecz dlatego, że udaje, iż nigdy nie istniały.
Każe wierzyć, że oddzielnosć jest usterką,
że skóra to sugestia,
że ból da się podzielić na pół
i będzie lżejszy.
To pierwszy grzech poznawczy:
uznać, że różnica jest błędem, a nie warunkiem istnienia.
W miłości nie spotykasz drugiego człowieka.
Nie rozmawiasz z nim.
Rozmawiasz z obrazem,
który nauczył się nie protestować.
I bierzesz echo za głos.
Jedność jest piękna.
Ale jest snem.
A każdy sen wymaga krwawego przebudzenia.
II. WIARA W SENS
Miłość jest fabryką znaczeń.
Z byle spojrzenia robi objawienie.
Z gestu - znak.
Z ciszy - wyrok albo obietnicę.
Nic nie jest przypadkiem.
Wszystko coś znaczy.
To drugi grzech poznawczy:
przekonanie, że świat stał się czytelny,
bo ktoś trzyma twoją dłoń.
Miłość jest teologią bez Boga,
ale z liturgią:
powtórzenia, rytuały, wspólne zdania,
które mają chronić przed chaosem.
A chaos tylko czeka.
Uczy się waszych imion.
Miłość mówi: to ma sens.
A sens nie odkrywa świata -
sens zakłada mu kaganiec.
Sens jest najłagodniejszą formą przemocy, jak wycięta ze snu igła, którą wbija się w świat, by przestał krzyczeć.
Uspokaja.
Usypia czujność.
Pozwala przestać pytać
jakby świat wstrzyknął sobie narkotyk sensu.
I kiedy sens pęka,
nie pęka świat -
pęka aparat poznawczy,
który zainwestował wszystko
w jedną interpretację.
III. PRZEKONANIE O OCALENIU
Najcięższy grzech.
Najbardziej bluźnierczy.
Miłość obiecuje, że ktoś cię ocali.
Nie przed śmiercią - to byłoby uczciwe.
Przed tobą.
Że zostaniesz rozpoznany.
Zobaczony naprawdę.
Że twoje pęknięcia są kluczem,
a nie defektem materiału.
Ale pragnienie ocalenia
nie jest potrzebą miłosci -
jest zmęczeniem sobą .
Miłość wmawia, że można złożyć siebie
w cudzych rękach
i nie stać się narzędziem,
ale każdy dotyk to jak hartowanie własnej krwi w lodowatym żelazie,
który nigdy nie zapamięta ciepła dłoni.
A nikt nikogo nie ocala.
Można co najwyżej
przeżyć obok.
To trzeci grzech poznawczy:
uwierzyć, że odpowiedź
przychodzi z zewnątrz,
a nie że pytanie
było źle zadane.
Miłość nie zbawia.
Miłość odsłania.
Zdziera złudzenia do kości
i zostawia cię z wiedzą,
że byłeś gotów oddać wolność
za obietnicę sensu.
IV. BŁĄD PERSPEKTYWY CZASU
To najbardziej bezczelne kłamstwo geometrii:
że prosta wyznaczona przez dwa punkty
musi biec w nieskończoność.
Miłość mówi: zawsze.
I jest to słowo, którego język nie powinien znać,
bo język należy do istot, które rozpadają się i gniją.
To czwarty grzech poznawczy:
pomylenie intensywności z trwałością.
Wierzysz, że skoro teraz jest absolutem,
to czas stał się płaski i nie ma brzegów.
Ale czas nie jest przestrzenią, w której się poruszacie -
czas jest kwasem, w którym się rozpuszczacie.
Miłość próbuje zatrzymać klatkę filmu,
podpala celuloid i dziwi się,
że obraz płonie, zamiast trwać.
Obietnica to tylko czek bez pokrycia,
wystawiony bankowi, który dawno zbankrutował.
Budujecie domy na fundamencie z echa,
myśląc, że jeśli nazwiecie chwilę „pamięcią”,
to wyrwiecie ją z gardła entropii.
A „zawsze” to tylko paniczny krzyk organizmu,
który poczuł przez chwilę ulgę
i boi się powrotu do normy.
Czas nie leczy.
Czas tylko udowadnia,
że każda wieczność ma swoją datę ważności,
a wy jesteście tylko błyskiem między dwiema ciemnościami,
który wmówił sobie, że jest słońcem.
CODA
Miłość nie jest przeciwieństwem pożądania.
Jest jego sofistyką.
Nie jest przeciwieństwem zazdrości.
Jest jej usprawiedliwieniem.
Jest najpiękniejszym
błędem poznawczym człowieka.
Tak pięknym,
że nawet po rozpadzie
nie chcesz mieć racji.
Iluzja boli mniej niż prawda
dlatego nazywamy ją nadzieją.
I dlatego wracasz.
Znowu.
Nie dlatego, że wierzysz.
Tylko dlatego,
że wiedza bez osłony kłamstwa
jest jasnością, która odbiera wzrok.
