Krowi talerz...
...ta bajka była na beju
@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@
Idzie baca przez wieś i powłóczy nogą,
a za nim dwóch takich, leci pędem drogą
i mu zaczynają zadawać pytania,
bo duma każdemu z nich honor przesłania,
gdyż w piękne się polskie Karpaty wybrali,
po tym jak ostatnie egzaminy zdali,
aby w ortopedii służyć swoją wiedzą,
bo obaj w temacie tym, po uszy siedzą.
Napadli więc bacę, zadają pytania, a każde,
co chwilę kolejne przegania
i żądają przy tym takiej odpowiedzi,
jaką diagnostyka bacznym okiem śledzi.
- Powiedzcie nam baco, boli was kolano,
pobódł was baranek, jak pochłaniał siano.
- Nie sugeruj bracie, bacę boli łydka,
wyczesał na błocie, bo pogoda brzydka.
- E, tam żadna łydka, mówię, że kolano,
kiedy baranowi pod pysk dawał siano!
- A ja mówię łydka, popatrz jak kuleje.
Baca stoi z boku i z obu się śmieje:
- Ja żem całkiem zdrowy, wyście chyba chorzy,
nie wiem tak do prawdy, z którym z was jest gorzej;
szedłem poprzez pola, wlazłem w talerz krowi,
a on zawsze piknie kierpce przyozdobi.
Więc wycieram ową zawartość talerza,
że w kupę wdepnąłem nie będę się zwierzał,
tylko idąc wolno nogami powłóczę,
a ono się samo od kierpca obtłucze.
I poszedł przed siebie, sobie znaną drogą,
powłócząc zbrudzoną na polanie nogą,
aby co przywarło od kierpca odpadło,
bo dosyć dokładnie go całe obsiadło.
A dwaj, co egzamin z ortopedii zdali,
długo bacę wzrokiem w drodze odprawiali
i dumali z cicha, że ich diagnostyka
z filozofowaniem po polach pomyka,
gdyż wiedza bez praktyk, tylko dyplom zdobi
i tyle jest warta, co ten talerz krowi.
@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@
@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@
