po moc niczyją
bo słabo szło mu się razem
i sobie nie całkiem wierząc
uśmiechu miał pełną wazę
czy jedność jak też i po niej
z łowami jaśniejąc skruchy:
mniej wnosić, aby doraźnie
samemu zryć sobie puchar
nie skorym cicho marudząc
z tasiemek cienkich jak igła:
utkany, chociaż miał trudno
zatrzymać proces prawidła;
atrament est vitae magistra!
szczęściem tuż s'późnionego
a włoszczyzn udajac pad sień
z'Printera o przyszłość biegu
dreptając nóżkAmi w ład niej
