Zimo
Gdy zstępujesz po schodach otchłani, w zbroję okutą w lód i głód, utwardzoną w ciemnej mocy.
Ty uczysz moje oczy wypatrywać iskry w najgłębszym mroku.
Bym szedł bez drżenia serca, krok w krok przy twoim nieubłaganym kroku.
Więc moje niebo, Zimo, przemieniasz w gwiaździstą, nieprzemienną księgę.
Gdzie każdy ślad mej nocy staje się znakiem, co żarzy się na potęgę.
Zimo, trwaj przy mnie, aż do kresu tej nocy,
Zimo, prowadź moje kroki w głąb ukrytej mocy.
Zimo, zamknij swoje ramiona nad moją nocną ciszą,
Zimo, milcz przy moim sercu, aż wszystkie burze się uciszą.
Tyś mieczem moich wersów, jak piorun, który wybucha w sercu nocnej burzy.
Gdy razem idziem przez światy, każda zapora klęka i w pokorze naszemu milczeniu służy.
Gdy śnieg Twój na mnie spada, w piersi budzi się dawne kochanie
Jak gdyby w samym środku nocy rodziło się dla nas nowe trwanie
Nie pragnę innej królowej, godzę się na Twe twarde panowanie
I żyję tylko wtedy, gdy w ciszy słyszę Twoje mroźne wołanie
Ja, piję z Twoich oczu ostatnie nasze dzieje
Bo czuję, że w sercu rodzą się dla innej, zielonej Pani nowe nadzieje
Jeszcze Cię chcę u boku, nim ziemia jęknie pod krokiem pyszniącym się wiosną
Nim w progi mojej krainy wpadnie jak płomień nową, wonną obietnicą miłosną
Więc trwaj przy mnie tej nocy, a ja z każdej Twojej sekundy uczynię wieczystą chwilę
Nim przygarnę następną królową, ukocham, Ciebie, Zimę.
Zimo, trwaj przy mnie, aż do kresu tej nocy,
Zimo, prowadź moje kroki w głąb ukrytej mocy.
Zimo, zamknij swoje ramiona nad moją nocną ciszą,
Zimo, milcz przy moim sercu, aż wszystkie burze się uciszą.
