Śnieg
osobliwość utkana z symetrii głupoty.
Do dzieciństwa swawoli ukrytej tęsknoty
przywołuje, przy nagłym kaprysie pogody.
Czekasz nań, by w czas święty zasypał niezgody,
lub chcesz ciepłe z lamusa przyodziać galoty,
by dać szyku i wzbudzić zazdrości jazgoty.
Wtedy głowę swą chylisz przed mocą przyrody.
Lecz gdy puchu spadł nadmiar ręce załamujesz
i na ciepłych dni skutki wyglądasz łaskawe.
Nagle czar jego bieli cię średnio rajcuje,
zmieniłbyś go bez zwłoki na błotną murawę.
A natura ci prawdę jak danie serwuje.
Ciesz się nim póki jest, bo odpłynie niebawem.
