Świeca
Funt parafiny i knot ze sznurka,
który powroźnik ukręcił z nici.
Niezbyt ciekawa w sumie laurka,
którą kochają ćmy i wróżbici.
Piękne zapala się na ołtarzu,
lub w kandelabrach na strojnej sali.
W skromnej w piwnicy, tudzież w garażu
lubi też się swym światłem pochwalić.
Mrok rozpędzają dodając szyku,
budują nastrój w chłodnych przestrzeniach.
Upamiętniają trochę z nawyku,
tych którym zbrakło siły istnienia.
Za życia los je zdobi płomieniem,
tak trwają w roli swej do ogarka,
by stać się w końcu blasku wspomnieniem,
który w swe wiersze wplecie pisarka.
Czasem knot pęknie jak młode serce,
lub deszczu krople płomień zaleją
i na śmietniku, gdzieś w poniewierce,
kończą swów seans grany nadzieją.
Dopóki wzniosłą jasność rozsławia,
czasem popatrzmy na nią w zachwycie,
gdy wigilijny stół przyozdabia,
chcąc w blasku skromne zatracić życie.
