Starość
Dni jesiennych apatia, gdy słońca ubywa,
a nadziei i pragnień ze świecą się szuka.
Choćbyś nie chciał to do drzwi twoich też zastuka
by na spacer po drogach wyboistych wzywać.
Garść tabletek przynosi i czerstwe pieczywa.
Na cmentarze zagląda gdzie różańce duka.
Radzi rozdać czym prędzej to co masz dla wnuka,
by cię jego modlitwa spotkała żarliwa.
Piękne chwile wspomina i oczy przeciera,
chociaż w nich łez żałosnych kryje się cysterna.
Pragnie zrobić porządek w pożółkłych papierach,
gdyż na słowa uznania jest dziwnie pazerna.
Stara się być rzetelna i do bólu szczera,
wszak to ona jest zawsze aż do końca wierna.
