Miazmaty szafy
Głos choć go nie słyszę - chciwie się wsłuchuję
W stronę gdzie go nie ma oblicze wciąż zwracam
Skalany plugastwem - a piękno zachwyca
I zło opłakuję wśród miazmatów szafy
Milczę - małomównym szeptem się nasycam
Pozwalam Ci działać - wkrocz w samotność moją
Świat Cię nienawidzi - odrzucając Miłość
- być niewinnym dzieckiem - być jednym z Twych Janów
Otworzę swą duszę - ufność całkowita
Ty zwyciężasz zawsze - do stóp Twoich padnę
Sakrament pokuty - zraniony i grzeszny
Wysłuchaj przeniknij - nazwij mnie na nowo
Cisza się obleka w kształt Twej obecności
A wzbudza się siła niezbadana wieczna
Uchyl rąbka szaty - światłość miłosierdzia
By mnie pochłonęła - uzdrowiła wnętrze
