podróże z chochlikiem cd. Smok wawelski
Dumają, my jesteśmy już w Krakowie?
Kościół Mariacki widać już z oddali
W południe hejnał będą tutaj grali.
Na Krakowskim Rynku gołębi pełno
Ciekawe kto pobawi się dziś ze mną?
Tuż obok dorożka po bruku turkocze
Fruwają po nim dziewczęce warkocze.
Dzieci - zobaczcie co się tutaj dzieje?
Smok Wawelski siarką i ogniem zieje.
Wybałuszył swoje ogromne oczyska
Boją się na niego patrzeć ludziska.
W podziemiach krakowskiego rynku znajduje się multimedialne muzeum miasta Krakowa, właśnie od niego Emilka rozpoczęła zwiedzanie, razem ze swoim nierozłącznym towarzyszem.
Gdy zeszli na dół od razu usłyszeli odgłosy starego Krakowa, znaleźli się wśród krzykliwych przekupek i sprzedawców.
-Ojej, pali się, zobacz tam płonie jakiś budynek!!! Uciekajmy stąd!!! – krzyknął przerażony chochlik.
Uciekli więc w odwrotnym kierunku i znaleźli się w pomieszczeniu gdzie znajdowało się duże palenisko, obok stał potężny pan ze szczypcami i grzebał w ogniu.
-Gdzie my jesteśmy i kim pan jest?
-Jesteście w kuźni a ja jestem kowalem, robię tutaj podkowy, gwoździe i inne rzeczy z metalu.
-Ależ tu gorąco – powiedzieli i wyszli. Nagle z ogromnego dębu sfrunął biały kruk, porwał ich, rozpostarł skrzydła i poszybował wysoko. Z góry zobaczyli na ogromnej łące króla z królową, rycerzy w zbrojach i dworzan. Wszyscy tam byli mocno czymś poruszeni.
-Strasznie tu jakoś i boję się – chochlik przytulił się do dziewczynki.
Okazało się, że król zwołał rycerzy i mieszkańców Krakowa by rozprawić się ze strasznym smokiem przed, którym wszyscy drżeli ze strachu.
-Pomożecie nam? – zapytał król.
-Pomożemy – odpowiedzieli zgodnie.
Bardzo powoli zaczęli podchodzić do groty smoka, skąd wydobywały się kłęby dymu i słychać było groźne pomruki.
-Nie damy rady pokonać tego potwora! – krzyknął nasz mały rozrabiaka.
Nagle usłyszeli gruby głos– odejdźcie stąd i to już!
-Dlaczego straszysz tych biednych ludzi? – zapytała odważnie Emilka.
-To oni straszą mnie i ciągle robią na mnie pułapki dlatego bucham na nich dymem. A przecież nie jadam małych dzieci, nawet nie lubię mięsa. Najbardziej smakują mi czerwone buraczki i ciągle mam łapy poplamione ich sokiem.
-Hahaha…naprawdę?
Naradzili się i poszli do króla, tam opowiedzieli mu całą historię i to, że najbardziej smok chciałby żyć z nimi w zgodzie i uprawiać ogródek warzywny.
-No, to zapraszamy na turniej rycerski, zaprosimy też smoka – powiedział król.
-Dziękujemy!!!
Zabawa trwała do białego rana a smok, który tęsknił za towarzystwem tańczył tak, aż iskry i dym leciały mu spod łap.
