w pocałunkach deszczu...
... wychodząc stąd bez śladu, oglądasz sztukę teatralną bez oklasków:((
&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&
aromat nieba całuje dżdżystym kryształem
darnie trawników zielenią mdłą otulone
łącząc niejako lazur chmurnością zasnuty
z posadzką ziemi tworząc łzawości zasłonę
pomiędzy niebem a dachem szczelnie pokrytym
strugami rwących potoków niemo-bezźdódłych
obraz pokryty szarością ziejącą chłodem
w barwach pobladły po zimie bardzo wychudły
obtaczam wzrokiem zza miękkiej czystej firany
pachnącej fiołkiem i nutą świeżej lawendy
myślą uciekam na pola wciąż jeszcze śpiące
gdzie pajęczaki będą srebrzystą nić przędły
i w zboża łanach powędrujemy wraz z wiatrem
któremu pióra rozczeszą nagłe powiewy
zaś wieczorami kiedy już słońce odpocznie
świerszczową nutą odezwą się leśne krzewy...
&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&
&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&
