mysz pod miotłą… cmentarz zimą
zimność chłód przeszywa kaptury szydełkiem
wypuszczanej z wiatrem lodowatej siły
wgniata cielsko mroźnej materii z namysłem
jakby chciał przytwierdzić posąg do mogiły
anioła na którym piętrzą się modlitwy
słowa zlitowania dla przeklętej duszy
zimność chłód przeszywa ciało aż do szpiku
i kopie na karku lodowate kruszy
stoję przy cmentarnej furcie patrząc w niebo
prószy puch srebrzysty zamazując bryle
łapię w sieci myśli poszczególne frazy
czasu który dzieli te ulotne chwile
na ważne i całkiem zaprószone śniegiem
który po cichutku stuka w czyjeś okna
jestem jak ta mała mysz pod zdartą miotłą
wciśnięta w swym wnętrzu i równie samotna
jak ta furta cicha przy cmentarnym murze
otulona w słabość jaką rdza jej daje
kroczę zostawiając ślady w mokrym śniegu
zakręty omijam i z wolna przystaję...
#################################
