Zaduch
Była noc lubieżna
Posiadłem ją
A ona posiadła mnie
w hipostatycznym zjednoczeniu
Śniłem sen katastroficzny
Odziany w chiton po prapradziadku
W pokoju pełnym płonących zniczy
W zaduchu tłustym od stearyny
Była trumna obciosana na wymiar mój
Wypolerowana na błysk
Był też brzozowy krzyż
I morze na horyzoncie wykrzywione
Plujące pianą wśród bryzgów fal
Poeta śmiało wkroczył w topiel
Wyklęty niezłomny i święty
Autentyczny w swym samobójstwie
Narodzony dla potomności na dnie Bałtyku
