Lek na literę G
wędrowałem przed siebie
mijając ludzi i ich miasta
wyszedł Dominik z domu
i nie wrócił…
którejś nocy
przeszedłem granicę
kaliningradzkiego obwodu
i wybuchł trzeci epizod
schizofrenicznej przygody
było pęknięcie rzeczywistości
wlazłem na dach cerkwi
i po niemiecku
prorokowałem nadejście Boga
ocknąłem się
w poradzieckiej psychuszce
nafaszerowany prochami
przywiązany do łóżka
mało z tego rozumiałem
lecz znany słynny profesor
w łamanej polszczyźnie
przy użyciu diagramów
powiedział co się stało
oczywiście wpierw „wydobrzałem”
i wtedy dano mi zastrzyk w dupę
i zaprowadzono na spotkanie
szpitalnych ruskich pacjentów
gdzie opowiedziałem zwięźle o sobie
w nienagannej niemiecczyźnie
a potem dopiero
zaprowadzono mnie do słynnego profesora
ruski psychiatra narysował wykres choroby
mówiąc że to-ć ciężki przypadek
i że jeśli nie będę brał jakiegoś leku na literę G
wybuchnie epizod następny
i będę wariatem w stopniu pełnym
i nikt i nic nie będzie tego w stanie zmienić
wytłumaczył że jestem jak pająk na pajęczynie
i najważniejsze jej nitki pękły
i że cała konstrukcja teraz trzyma się na jednej nitce
i że jak będę brał leki to ta nitka wytrzyma
a jak nie to wybuchnie pełna niepoczytalność
nitka się zerwie i runę
bo moje życie to logarytm
majstersztyk Boga
bo mimo iż nie będę brać tego leku na G
i się na całego zawalę
z tej ruiny
On
stworzy dzieło
na ocalenie wielkiej ilości ludzi
