Odmęty jutra
Wszystko już ucichło - nie leci na głowę
Eon się zamroczył winem dyskontowym
Walić się nie wali - już jest wyburzone
Pył opada z wolna - rumor wyciszony
Z gruzu moich wspomnień wstaję potłuczony
W promieniach drobiny kurzu zawieszone
W niebo się spoglądam - gwiazdy rozżarzone
Gigantyczne słońca - noc jest rozświetlona
Dominik powstaje w bliznach wystrojony
Znowu zmartwychwstały po tym jak się zabił
Anioł otrzepuje łachy z gwiezdnych pyłów
Jest nieco strapiony i nie wie co mówić
Był czas gdy paskudztwo brzęczało w mej głowie
Demony tych bluźnierstw - ich tańce zboczone
Macanki bezwstydne - poufałość czuła
A moje modlitwy przekleństwem przegniłe
Z przestworu dobiega - JESTEŚ SYNEM MOIM
Wtedy wszystko pękło - retrospekcja gore
Zło się gdzieś rozbiegło - Legion wyrzucony
Spluwam i wyruszam - ku odmętom jutra
