Wysepka na arterii
Krzesło wziąłem kabel - były przy śmietniku
Idę nic nie mówiąc zgarbiony a marny
Na wysepce w centrum - by na was się patrzeć
Kabel to kotwica związana do lampy
Krzesełko trybuną - na nim siedzi sędzia
Masy ciągły natłok pędzą by nadążyć
Drugim końcem kabla uwiązałem rękę
Biblia na kolanach i pieszczę ją dłonią
Patrzą poniektórzy ze grymasem wstrętu
Na wysepce siedząc na głównej arterii
W prorockim zapale mój milczący osąd
Wielu jest zgubionych - wiedzą dokąd idą
A idą tak pewnie nie wiedząc jak błądzą
Wielu zachwaszczonych idą względnie prosto
Niezdarnie - mitręga Prawdy blask zakryła
Samotność - jak pełno tego jest na świecie
Widzę dziś w ogromie masy tej człowieczej
Widzę ją i słyszę w tych godzinach sądu
Przerażony skalą - skutkiem tego trądu
Północ już wybiła - co tu dalej siedzieć
Kotwicę do torby - wejście w szafy przestrzeń
Poprorokowałem pod sygnalizacją
Wymownie milczałem znieważany z gracją
