demony nocnej ulicy...
ciemnoszat srebrem gwieździstym pokrył ulice
obrazy świetlne zwiedzają zaułki szare
chrapie wiatr szeptem złowieszczym w nagich konarach
oplata tonem świszczącym zziębniętą marę
charczy i wyje wzywając stare demony
by wychodziły pod ślepe gały latarne
cienie rozlane wpełzają na gładzie ściany
niby ameby w własnej ułudzie ofiarne
cichość i głuchość nienamacalna lecz wroga
wariacja szeptna senności urągająca
władcza w swej sile uścisku w gardzieli którą
rozmyje mglista poświata rannego słońca…
&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&
