w przedsennych maskach…
%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%
zdjęłam obuwie zbolałe stopy
wlazły na wyspę starego pufa
dłonie ospale trzymają kubek
który wypełnia wystygła zupa
siedzę w fotela miękkich ramionach
cisza mi szepcze swoje banały
myśli w pośpiechu jak mysz pod miotłę
po kątach mózgu się pochowały
cienie teatrum akt przed antraktem
grają gdyż ściana sceną szarości
bez namacalnie jako aktorów
ciała ameby na gładzi gości
świat wygaszony ciemność pod oknem
stoi by zdławić spod klosza blaski
sen już gotowość swą ukazuje
na bladość ściany zakłada maski
noc odpoczynku czas po dzienności
błogość chwilowa jednak realna
jedyna która w owej scenerii
chociaż tak krótka lecz namacalna…
%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%
%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%
