Niedospanie
przebiegle sprytni dranie
i piękna w nich poetka,
cóż, przyszło niedospanie.
Tam gwiazdy grają w berka
a księżyc z wielkiej łodzi
przez okno krzywo zerka,
na sen co wśród gwiazd brodzi.
Jaśminu woń nawija
me zmysły na swe szpule,
a on się wciąż obija
i nie chce przyjść w ogóle.
Kołderka już skopana
i komar koło ucha
symfonię gra Schumanna,
a sen siadł i ją słucha.
Rozbłysło gdzieś w oddali,
polało wody strugą
wiatr szyby grochem wali,
więc sen został, na długo.
Powrócił bladym świtem.
Lekko nim trzęsły dreszcze
i oko miał podbite,
wciąż pewnie chrapie jeszcze.
