Portret kobiety
Na nieba nocnego granatowym tle
I uśmiechasz się, i śmiejesz
A na dnie
Twojego uśmiechu
Zalążek grzechu
Dwie latarnie – Twoje oczy
A w nich obietnica się tli
Długich, nieprzespanych nocy
I sennych dni
Głębiej zajrzeć nie wypada
Bo tam tygodni zagłada
Łany zbóż – włosy naturalnie
Po co mówić więcej – cóż
I tak już banalnie
Porównać do róż
To chyba dłonie
W których wszystko płonie
Dwie topole – przecież nogi
Smukłe, gładkie i tak…
Ach, ich urok błogi
Tak, czy siak
Słów nie starczy
I tyle wystarczy
Staw – a tu zagadka niemała
Oczywiście piękna twarz
Jak z obrazka cała
Więc taką masz
A niech mówią co innego
Nic im do tego
Czy resztę porównać potrzeba
Może stopy drobne jak
Chyba mówić nie trzeba
Piękne – wystarczy tak
I co jeszcze...
Wszystko najlepsze
I tak dalej… słów za mało
Brakuje setki słów
A ze mną co się stało
Co chcesz to mów
Ja wiem swoje
Kocham usta Twoje
