Gdzie został żal?
Choć cierpienia na mnie zesłane
Jak niespokojne morze
I brzegi przezeń zalane.
Jak cierpieć potrzeba,
By w wierszu powiedzieć,
Gdzie granica nieba,
A gdzie ludziom siedzieć?
I łudzić się, że
Coś się wie.
Kocham Cię wszechmocny,
Choć nie dałeś nic ponadto:
Ledwie cień radosny –
I tak zanadto.
Nie zasłużyłem – cierpiałem,
Wiem, ale czy to wystarcza?
Gdy nic nie miałem
Ledwie Twoja tarcza
Chroniła przed złym –
Jam sługą Twym!
Wiem, że wiele potrzeba,
By móc ciało żywe
Wznieść w błękit nieba –
Lecz myśli me leniwe.
Czy wiele z tego,
Co w cierpieniu się rodzi,
Więcej znaczy niż ego,
Które za mną chodzi
Jak cień
Dzień w dzień?
Choćby zostało trochę miłości…
Nie wiem – i nie wiem, czy będę
Mógł zasiąść wśród gości
Na Twojego tronu grzędę.
Jutro może zrozumiem,
To czego do tej pory
Nie wiem, i nie umiem…
Tyś pomóc mi skory,
Lecz, czy ja
Nie sięgam dna.
Pisałem już, że droga
Niźli cel ważniejsza,
A ja, ledwie jedna noga –
Niż pióro moja lżejsza –
Staje u Twojego progu
Już cofa się strwożona,
I chowa się w rogu,
Gdzie ta jedyna – ona.
Lecz czy to
Wypleni zło?
Wierzę w Ciebie, w Twoją miłość,
Lecz tracę wiarę w tą – ziemską,
Bo jak na przekór, jak na złość
Trwoży mą duszę męską,
Co jak olbrzym potężny
Straszy ludzi małych,
I muskuły swoje pręży
Chórem duchów całych
Co odeszli w dal…
Gdzie został żal?
