Feralne grzybobranie ...
%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%
Poszli na grzyby Franek i Kaśka; ona najadła się w domu jaśka
i gdy już w miejsce dobre przybyli, Kaśkę bidulę basz sranie pili.
- Idź Franiu przodem - tak jemu rzekła - Ja trochę z tyłu będę się wlekła.
Tyle tu grzybów jest dookoła i każdy większym sombrerem woła.
Poszedł więc Franiu raźno przed siebie i małym kijkiem po krzaczkach grzebie. Kaśka tym czasem w krzewy skoczyła i swe pielesze w mig wystawiła. Ulgę poczuła; zad wytrzeć trzeba, lecz przyjdzie wołać pomsty do nieba. Na ławie został papier do zada; ma teraz problem i to nie lada. Chwyciła listek; panią podtarła.... i gębę w wielkim bólu rozdarła. Franiu usłyszał krzyk koleżanki
i jak poczciwe w większości Franki, rzucił koszyczek, leci z pomocą, aż mu
w pośpiechu pachy się pocą.
- Co ci się stało, Kasiu ma miła.
- Zamiast łopianu, to ją użyłam - i mu wskazała ze smutną minką gówno
leżące jak pod pierzynką. Było przykryte ono pokrzywą, a Kasia stoi z dość nieszczęśliwą miną i mówi:
- Ratuj człowiecze, bo moja pani strasznie mnie piecze.
- Wiem jak ci pomóc? Nazrywam babki, tak robią wszystkie te stare
babki, które ziołami we wsi handlują i ludzi w biedzie nie raz ratują.
Poleciał szybko; listki przyłożył.
- Od razu lepiej; raj żeś otworzył. Mój biedny zadek uratowany; Franiu ty jesteś bardzo kochany. Już moja pani, tak mnie nie boli; pomogłeś mojej dupie w niedoli.
Kaśka się z krzaczków wygramoliła, a babka miejsce biedne gładziła. Lecz to gładzenie długo nie trwało i znów po chwili piec zaczynało. Idzie nieboga lekkim okrakiem, ze wstydu cała spalona rakiem, a Franiu puste koszyczki niesie, co też robili oni w tym lesie?
Na nic tłumaczeń jest cała kupa, że bolą uda i cała dupa, że żadnej orgii w lesie nie było, tylko że źle się sranie skończyło. Franiu też burę dostał nie małą, że babkę zerwał tak doskonałą. Mogła posłużyć komuś w potrzebie, a ona w dupie teraz nią grzebie.
Morał z historii tej nam wypływa, że się zdarzają nam różne dziwa i może wypaść z nas to każdemu, że zamiast smalcu nie wiedzieć czemu, weźmie
nie chcący miód do wędliny i nie nadąży z produkcją śliny.
Zatem nie srajmy w lesie po krzaczkach, nawet gdy złapie nas wielka sraczka. Wtedy biegnijmy w mig do ruczaju, on zawsze płynie przez środek gaju
i dupsko nasze będzie bez skazy, nie narażone na wsze urazy.
%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%
%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%
