Czas /Sonet ~ № 219
Odszedł w niepamięć rozpłynął się ten czas
Pokryty tęczą... cudów opowieści
Już pustką świeci bez czaru magii las
Tajemniczości już w sobie nie mieści
Gdy już nie mieszka w nim żaden mądry bóg
Faunus płochliwy czy też piękna driada
Tuż przy strumyku na skrzyżowaniu dróg
Pustką powiewa gdy nikt tam nie siada.
Zaklęty zamek rozpłynął się jak dym
I mur obronny już tyle nie mierzy
Już nie przyciąga potęgą blaskiem swym
Piękna księżniczka nie wabi rycerzy
Gdy pełen magii jak bańka prysnął krąg
Przeminął jak wiatr wyrywając się z rąk
~ Pióro Amora ~
© XII.I.MMXXIV
Ten sonet nie jest bajką, lecz sekcją zwłok naszych złudzeń. Przez trzy strofy buduję sztafaż baśniowych dekoracji tylko po to, by w finałowym dystychu dokonać brutalnej wolty. To uderzenie rzeczywistości: „magiczny krąg” nie znika powoli – on pryska jak bańka, zostawiając nas z pustymi dłońmi. Finał jest momentem, w którym metafory ustępują bezlitosnej fizyce życia, gdzie czas nie płynie, lecz wyrywa się z rąk. To zapis momentu, w którym dorosłość zdziera z nas pancerz mitu, zmuszając do odnalezienia się w nagiej architekturze losu.
~~~
© 2024 Pióro Amora | Wszelkie Prawa Zastrzeżone
