Niedosyt – Epilog /Sonet ~ № 328
Słowo od autora:
Prezentowany sonet to domknięcie historii zapisanej przed laty w tryptyku „Niedosyt” (№ 139–141). Tam, gdzie dawniej dominowała metafora „czytania kobiety jak księgi”, dziś pojawia się dojrzała analiza samej struktury więzi. Po setkach zapisanych stron dochodzę do punktu, w którym metafora musi ustąpić miejsca czystej obecności. Zapraszam do finału, w którym słowa płoną, by zrobić miejsce dla wibracji krwi i pozasłownej bliskości.
(Dopełnienie cyklu sonetów № 139–141)
Gdy noc rozświetlasz swym jasnym płonieniem
W którym czytamy gwiezdne konstelacje
Tyś mym ogrodem i nagłym olśnieniem
Gdzie krew znajduje już własne wibracje
W splotach dotyku wciąż szukam struktury
Linii co kreślą dusz naszych skupienie
W gęstej i trudnej rzeźbie sygnatury
Mierzę miłości wieczne nasycenie
Niech ta alchemia w złoto nas zamieni
W tyglu milczenia stopi nasze cienie
Bądźmy jak światło w kropli rozszczepieni
Niosąc przez pustkę czyste wyzwolenie
Spal wszystkie wiersze w jednym swym oddechu
Zgińmy namiętnie w tym najsłodszym grzechu
~ Pióro Amora ~
© VI.II.MMXXVI
