Pokusa
aż chęć i pokusa wołały wciąż więcej.
Gdy ujrzał je - chwycił, dwiema dłońmi zgarnął,
przytulił do siebie, spojrzawszy drapieżnie.
-
Początkiem je muskał i gładził aksamit,
jędrnością zachwycon, ich krasę podziwiał.
To jedną, to drugą przytulał policzkiem,
ochota nie słabła w zamiarze olbrzymia.
-
Ich lekka rumianość wabiła nęcąco,
dojrzałość i piękno apetyt wzmagały.
Bo na cóż miał czekać, gdy plan był wierutny,
dopóki miał w dłoniach, zamysłem szedł śmiałym.
-
Łakomym spojrzeniem ich nagość obnażył
i dłońmi masując, wygniatał je miękko.
Gdy zmysłów gotowość zwolniła pragnienie,
on wgryzł się zachłannie...
.
.
.
.
.
…………………….w brzoskwiniową krzepkość.
