Szaleństwo akordów
fortepian dominem rozrzuca klawisze,
solmizacja więdnie w urywanych dźwiękach,
obok struna basem ton w gitarze szarpie.
-
Już puzon wypuszcza na wolność swój akcent,
perkusja raz dzwoni, to bębnem zadudni,
talerze perliście pobrzękują w uszach,
aż drży powietrze, tyle dźwięków dają.
-
I nagle na baczność stanęło wręcz wszystko.
Batuta komendą próbne granie ścisza,
bezgłos zapanował, podnieta wręcz kona,
niech już się rozegra ten muzyczny żywioł!
-
I wreszcie popłynął wachlarz cudnych dźwięków,
rozkołysał serca, uleciał w niebiosa,
skrzydlatą muzyką poniósł w błękit marzeń,
w głowach zawirował wybrzmiałym wiwatem.
-
Kryształowe brzmienia wzleciały na szczyty,
zatańczyły zmysły, by w dreszczach się pławić,
przelało się w serce, jakże przenikliwie,
jedwabiste piękno upojnej muzyki.
-
Jeszcze echo niesie gasnące akordy,
ostatnim oddechem cicho drga muzyka,
jeszcze muska resztką wydźwięk polifonii,
ucichło już granie, westchnienie rozmiękło.
