Bezbronność myśli
mrocznym cierpieniem zniewolił się umysł.
On pośród tłumu i obcość olbrzymia,
w kleszczach depresji, w anergii* jest chmurnej.
-
We własnym ciele zamknięty niemocą,
krzyczy bezgłośnie, lecz nikt go nie słyszy.
Bezradność w oczach, łzy suche się toczą,
o nic nie prosi, jest nazbyt lękliwy.
-
Czarną firanką istnienie przesłonił,
zraniony bytem, rozwichrzył emocje.
Żeby choć tylko jedyny był promyk,
rękę pomocną zechciał czyjąś dostrzec.
-
Wiary mu zbrakło, tej w przepaść zepchniętej.
Ściszony trwaniem, w poczuciu swej winy,
zwątpił do reszty na losu zakrętach,
aż myśli czarne czynem gdzieś zbłądziły...
-
Zastygły oczy, nabrzmiałe udręką,
dech zakrzepł w ciele, smutek powiał kirem.
Tylko te ptaki, kołując nad drzewem,
jakby pytały - czemu to zrobiłeś?!!
