Jan N. o kręgosłupie
po latach - drzewa,
po wiekach - całe puszcze,
a po rewolucji cmentarze
na twoim podwórku
powybijanych zębów
i przebitych piłek
każda zaczyna się po cichu
na ganku,
w cieple,
w kolorowych chustach
I szarych marzeniach
moja zaczęła się od upadku
z piramidy wartości
zapadłem się razem z nią
wgłąb małego człowieka
każdy zapewniał,
że zrośnie się samo
i rzeczywiście
nigdy takie samo już nie było
od dziecka zgięty w pół
z nosem w podłodze,
od dziecka
od pływałem
i kiedy mogłem się już wyprostować
nie miałem na to sił,
miałem dość
zgarbiony
ponad świadomością
zmęczony
niemocą wprowadzenia zmian
i zostałem już
taki jak stałem
ale chyba mi tak dobrze
w cieniu wygietego kręgosłupa
łatwiej iść do przodu,
ciężej się potknać,
ciężej spojrzeć w tył
do uszu też mam bliżej
łatwiej je zatkać,
kiedy ktoś płacze
przyjemnie jest
zamknąć swój świat
w czterech kończynach
samodzielnego
braku cierpienia
