Nocne wzloty
Pozwalam nocy spłynąć, otulić mnie słodko,
jak matka dziecko cichym wspomaga ramieniem.
Nie pytaj, czemu serce bije mi tak szybko,
gdy echo twoich kroków powraca imieniem?
Milczenie wisi w oknie jak czarna zasłona,
w ciszy cienie się czają – lśnią czarne konary,
tęsknota pali w sercu, jak rana Chirona;
krążące w mroku kruki szukają ofiary.
Nadzieja siadła obok, nie prosi, nie płacze,
ciepłym spojrzeniem pieści wygasłe marzenia.
Oddechem wiosny dusza radośnie kołacze,
jakby chciała w pośpiechu otrząsnąć cierpienia.
Rozwijam we śnie skrzydła, odstraszam demony
I frunę śladem wspomnień – liść wiatrem niesiony.
