Między światami
Leżę nieruchomo, jakby ciało było
czymś osobnym, obcym, do oddania światu;
ciężarem doczesnym, co życiem tętniło…
Teraz trwa, aż wyjdę z imienia i kształtu.
Bezwładna, bez masy, jak snem otulona,
wymykam się z granic dawnego istnienia;
pozostało ciało – jak opakowanie,
zimne i nie moje, jak akt oskarżenia.
Dotyk zimnej dłoni – w ciele się zatracam,
znikł tunel i światło, czuję ciężar wdechu.
Smutek mnie ogarnia, choć do domu wracam,
tęskniąc za tą ciszą, bez słów i pośpiechu.
Bo życie jest darem, w nim tajemnic brzemię,
a w każdym oddechu cud istnienia drzemie.
