poszczerbione życie
zakochałem się
w twoich oczach –
jakby ktoś rozlał w nich lato
z piegami na twarzy
i niedbale związanym warkoczem
błądziłaś ze mną po miejscach,
których nie było na mapie
trawa szeptała nam do snu,
a powietrze pachniało obietnicą
kradliśmy dni garściami,
plamiąc poziomkami palce,
a śmiechem płoszyliśmy światło
tańczące między liśćmi
twoje usta znajdowały moje
jak echo,
które wie, gdzie wrócić
wieczory miały ciepło skóry,
a noc podawała nam wino
nie pytając o jutro
w wolnych chwilach
uczyłaś motyle ulotności –
ja uczyłem się ciebie
rozkochany
chciałem iść razem z tobą,
krok w krok,
aż do końca znaczeń
podpisy na wytwornym papierze
miały znaczyć więcej
niż my
od tamtej chwili
zaczęliśmy się oddalać –
bez końca
zawiodła
nawigacja uczuć
zaprzestałaś reagować
na moje sygnały
czyżby ten akt
tak wiele zmienił?
zebrałem więc okruchy
mojej zranionej miłości
i schowałem je dyskretnie
w podziurawione marzenia
pokuśtykałem w świat
ciągnąc za sobą
poszczerbione życie
