Gwoździe
Brudne gwoździe przebiły nadgarstki i pięty.
Choć niewinny to cierpi jak bandzior przeklęty,
za oprawców swych płacąc kontrybut szemrany.
Karę zdjął z pleców łotra niczym dług karciany,
patrząc sercem wrażliwym na szczere lamenty.
Kark boleścią mu płonie, jak struna napięty,
a krew z wolna się sączy z bolejącej rany.
Jeszcze ludzi w swej matki opiekę powierzy,
by im rękę podała lecząc smutek i znój.
Niechaj drogi prostuje słowami pacierzy
i rycerskich cnót hufce w prawy prowadzi bój.
Aż się czas na zegarach do końca odmierzy.
„Synu to Matka twoja. Matko, oto syn Twój.”
