Łatwo obiecać
które się ze snu zbudziły z krzykiem,
uparcie czyniąc swawole dzikie,
w tysiącach rodzą się obietnice.
Że już limitów żadnych nie będzie.
Profilaktyka ruszy z kopyta.
Lekarz o zdrowie się będzie pytał,
chcąc twoje dobro mieć wciąż na względzie.
Na problem premier zerka zaradnie.
Magiczną różdżkę już ma ministra.
Kasa się sypie niczym z tornistra.
Starczy na wszystko, gdy nikt nie kradnie.
Lecz po dwóch latach słychać jedynie,
że trzeba umiar mieć wciąż na względzie,
bo forsy nie ma, oraz nie będzie,
a obiad trzeba nabyć w kantynie.
Co niesie przyszłość, myślę z goryczą?
Gdzie na psychiatrię dziecięcą kasa?
Czy to wyborcza wstrętna kiełbasa,
którą medialne szakale liczą?
Żyrandol buja się na suficie.
Premier guzika szuka z zapałem,
a ja ściskając dłonie zbolałe,
pytam. Gadacie, czy coś robicie?
Nowa ministra z wysiłku sapie
i obietnice sprzedaje nowe.
Szpitale chorych przyjąć gotowe,
tych co serduszka noszą w swej klapie.
Powoli kończę głodną narrację.
Wszystkim nie starczy obywatelu.
Żeby się leczyć musisz w portfelu,
mieć koalicji legitymację.
