krążek luną zwany…
&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&
już na mnie łypie smutnym spojrzeniem
siedząc na dębu starej gałęzi
udaje lampę chce wzrok oszukać
że wiatr podmuchem go tam uwięził
gapi się bladożółtym połyskiem
rzucając smugę wątłej poświaty
nie czuje jaki jest przez swe kłamstwa
mały w mych oczach oraz garbaty
krążku powabnie luną nazwany
wzbij się nad czaszę nagich konarów
pokaż moc z jaką świeci twa tarcza
majestatycznie dodając czaru
i blasku nocy ciemnej i cichej
a może czasem ponurej nieco
nawet gdy obok twego oblicza
gwiazdy w miliardach srebrzyście świecą
&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&
&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&
