Kuchnia
siadłem przy stole z pozą brutala.
Pewnie co rano robi tak wielu
by wypić kawę i zjeść rogala.
Brutal właściwie ze mnie dość średni,
lecz miną dzielnie nadrabiam braki.
Patrzę w krąg żując swój chleb powszedni
i sklejam z myśli słowne cudaki.
Dlaczego okap się tak nazywa?
Toć z niego żadna kropla nie kapie.
Co nazwa słoik w sobie ukrywa?
Czy się kanapki je na kanapie?
Co było pierwsze nóż, czy nożyce?
Wałek, a może też wałkowanie?
Czy pierwsze frytki upiekli Fryce,
a babkę baba gdzieś pod Poznaniem?
Kubek wraz z kubłem pochodzą z Kuby?
Czy pieprzyć da się trele-morele?
Kaszą się chlubią piękne Kaszuby?
Może brukselka sławi Brukselę?
Czy Piza głównie z pizzy wciąż słynie?
Czy kabanosy w kabzie się nosi?
A może w Gdyni największe dynie
się okrętowym dźwigiem podnosi?
Czy się na wadze waży wagina?
Zapewne szafarz wymyślił szafkę?
Komi swą nazwę ma od komina?
A może kawka popija kawkę?
Kartofel lepszy jest od ziemniaka?
I czy patison to syn Patrycji?
Pytam sam siebie, a w głowie draka
pełna wigoru i aparycji.
Zaraz zapiszę wszystko w laptopie,
a potem wrzucę wierszyk na stronę.
Niech się czytelnik z tekstem sam kopie.
Co miałem zrobić to już zrobione.
