Dziecięca Gaza
z przestrzeloną główką
uśmiecha się błogo
wybacza snajperowi, to nic, chwilka
i dusza dziecka zmieniona w motylka
niewinna, do bram niebieskich ulata.
- I tak mordercę traktuje jak brata.
Mogła być sędzią kata, swej ofiary.
Najsurowszymi zagrozić mu kary.
Ona zaś zdaje się być tak spokojna
jakby czas zwykły to był a nie wojna.
A my z ogony podkulone w domu,
patrzymy wnętrza otwartej lodówki,
kundle ostatnie, wyjem po kryjomu
i drżącym łapskiem dosięgamy wódki.
Nie mamy zębów ani kręgosłupa
aby otwarcie przyznać prawdę straszną,
że nasze życie to jest gówna kupa
i nie jest ono nawet nasze własne.
Jeszcze brakuje nam; moru, zagłady
skoro nieważkie są nasze uczynki.
Cóż stąd, wszak litość wyziera ostatnia
z uśmiechu małej nieżywej dziewczynki.
