Poranna niepewność
noc znużeniem kark natarła,
w niepewności tkwiąc koszernie.
Kocha go, czy się uparła?
Zerknął w lustro i z niesmakiem
do odbicia strzelił focha.
myśli tańczą wciąż okrakiem.
Uparła się, może kocha?
Choć śniadanie zjadł uczciwie
do ostatniej kropli kawy.
Patrzy w dal, a ja się dziwię
skoro taki on ciekawy,
czemu się jej nie zapyta?
Może sekret się wyjaśni
i odpowiedź dotąd skryta
zrodzi nowy morał baśni.
Lecz szczerości swej się lęka
i udaje dzielnie Włocha,
słodziutkiego jak piosenka
co uparła się, lecz kocha.
Choć „niepewność” serce zżera
z Adamowym tłem tożsama,
dał jej czas. -Niech się upiera,
gdy pokocha powie sama.
