Pieski
siadam, gdy żona mnie nie uprzedzi
i liczę rzędy zer po przecinku,
szukając zbędnych mi odpowiedzi.
Dlaczego premier pieski tak ceni?
Czy pała do nich miłością szczerą?
Czy wciąż szkicownik nosi w kieszeni,
żeby rysować je przed kamerą?
Czy pragnie stworzyć im Eldorado,
w kojcu co zajmie kawał posesji?
Karmiąc z indyka smaczną roladą,
lecząc z agresji, oraz depresji?
Może wystarczy wsłuchać się w słowa,
miast szukać w serze trójkątnych dziurek?
No bo jak mówi kaszubska mowa,
że Tusk to w końcu jest przecież Burek.
Lecz gdy skupiono się nad rodziną,
to ta narracja jak sznurek pęka.
Gdyż premier stwierdził ze znawcy miną,
że macierzyństwo to jest udręka.
I piesek tutaj wciska się siłą,
by surogatu móc spełnić rolę,
co macierzyńską przejmując miłość,
naturę wprawnie wywodzi w pole.
Ostatnio jednak w bloku rządowym
wybuchła sporej wagi afera,
gdyż pani kusząc mięskiem schabowym,
pieska zmieniła w dogo – lovera.
Rząd ceni z psami sobie współpracę,
gdy są kochankiem, albo też psieckiem.
Za miskę strawy i ranny spacer
mogą oszczekać żule sąsiedzkie.
Na przekór trendom śni mi się stale,
świat pełen dzieci które się śmieją
i że się brudne kończą skandale,
a dzieci będą naszą nadzieją.
