Wiatr
Niech proporce łomocą,
kiedy żagle napina
ta ulotna gadzina.
Gdyż on gna w obcej stronie,
grzywy mierzwi, gdy konie
depczą trawę i z pyska
biała piana im pryska.
Jego nikt nie dogoni,
choćby pot lśnił na skroni,
jak fortuny co pierzcha,
gdy dzień z tobą pomieszka.
Weny, szczęścia, kobiety
nikt nie pojął niestety,
jak jurności królików
i łaski czytelników.
Ale po cóż go chwytać?
Niech radośnie umyka,
wszak najbardziej lubimy
to, za czym wciąż gonimy.
