Duchy nocy
pożądliwie, z wrzaskiem, zataczając krąg.
Czuję ich obecność – głośną, niby dzwon;
cisza mym schronieniem, noc roznosi swąd.
Cienie pełzną z trudem, znaczą każdy krok,
gryzą tynk na ścianach, pożerają czas.
Myśl, jak dzikie zwierzę, szarpie pusty mrok,
wrze napięcie w żyłach, tryskając na głaz.
Jedna myśl o tobie odwiedza mnie w snach,
koi wrzące zmysły, gładzi myśli splot.
Wtedy jestem sobą, schylona, we łzach,
stado wron odfruwa – ciężki jest ich lot.
Nie ucieknę w światło, nie cofnę się w cień;
w tej ciszy powstanę, albo – zginę w niej.
