Bez skarg
Suche, głodne, dalekie
Dziś patrzę i bez skargi
Nadzieje w ból rzucam wszelkie
Młode wargi w smutek splecione
I cierpienie – bo bez wody
Bez pocałunku żadnego – one
Te wargi i pragnień ich korowody
Tak niewiele – co się wtedy stało?
Teraz otchłań pustki i dech suszy
Czy to dobrze? Czy tak być musiało?
Odpowiedź chyba w środku duszy
Pamiętam oczy, głos Twój
Lecz zapominam to istotne
I słucham jak oddech mój
Wsysa powietrze jak ja samotne
I modlę się o jedną chwilę
O dotknięcie pocałunkiem warg
Modlę się – więcej niż tylko tyle
Ze złudzeniem, bez skarg
Niedolą zagubiony swoją
Śpiew z ust, w świat, na wiatry
Rzucam, a słowa dwoją się i troją
I co z tego? To nie Ty
I w żałobie ten śpiew jak rozpacz
Jak ból, który jest, a nikt nie widzi
Choć raz na usta moje popatrz
Może coś się zmieni – odwidzi
I powstanę z śmierci, z mroku
Ten jeden raz – spójrz tylko
I w oczy spójrz, i w błysk co mam w oku
Koniec, kres, miłość – chyba wszystko
Tamte chwile, cień tamtych dni
Co się stało i było wtedy?
Teraz roję i więcej mi się śni
Nawet marzę – niekiedy
I modlę się o jedną chwilę
O dotknięcie pocałunkiem warg
Modlę się – więcej niż tylko tyle
Ze złudzeniem, bez skarg
