Młodość
ma ją młodzian i dziewucha
z nadzieją słodką omdlała
wielbiąc wigor swego ciała.
Ona kruszy skał posady
i wiedzie na barykady.
Dla idei przyznam skrycie
wszystko odda, nawet życie.
Wciąż budować chce pałace,
rankiem leczy podłe kace.
Trwa z upartą wciąż nadzieją,
nawet gdy się z niej już śmieją.
Ciągle liczy na zdobycze.
Zrywa smycze, kruszy prycze.
Kręcą większe ją rozmiary
hedonizmu mdłe opary.
Ma moc byka i berbecia
młodość pierwsza, druga, trzecia.
Pije szampan, je krewetki
czasem niebieskie tabletki.
W końcu mija niespodzianie,
gdy z kumplami na spotkanie
zamiast łyknąć dla kurażu
umawiasz się na cmentarzu.
