W ogniu zachodu
pręgi jaskrawe malują ramy
w ognistych smugach chmurności cedzą
-
już dzień dogasa wchłania go niebo
krztyną promienia firmament tkany
gdzieś w tle pożogi w jęzorach złego
-
słońce w agonii tli trwogą tęgą
resztki kopuły u nieba bramy
w smugach kipieli chmurności cedzą
-
lękliwość rośnie cienie ją strzegą
w niemym zjawisku w odmęcie szarym
niczym w pożodze w ramionach złego
-
świat wrzątkiem zlany jakby kres wszego
apokalipsa czy może czary
w prześwitach ognia zmętnienia cedzą
-
spiętrzone chmury mierzą daleko
nocy głębokiej tworzą już zarys
złudą w przekrwionych jęzorach złego
ściany zachodu ogniste cedzą
