powrót do korzeni
do którego wracam ochoczo
tam w pamięci
pejzaż otwiera się
i z gwiazdami szepcze
wiatr chadza złotą smugą
kołysząc całym światem
w gęstwinie wonnych paproci
ciało poznaje namiętne uściski
korowodami wonnymi
zbiega ku temu
który je urzekł swym pięknem
cisza, jakby z jedwabiu
opada na skronie powoli
uczy oddechu na nowo
wśród szeptów ukrytej doliny
tam światło ma smak obietnicy
i drży na źdźbłach trawy nieśmiało
jakby się bało własnej jasności
tego, co w sercu zostało
więc idę — bez mapy, bez celu
prowadzony jedynie tęsknotą
bo w tym magicznym
niespotykanym miejscu
człowiek z natury
pozostaje istotą
